Menu główne

Glinki to naturalne kosmetyki, które zawierają jony ujemne, przyciągające jony dodatnie zanieczyszczeń naszej skóry. Dzięki temu ich zastosowanie jest naprawdę szerokie.

 

Nie muszę ukrywać, że jeśli już rozważam kwestie kosmetyków, to muszą być one jak najbardziej naturalne, a najlepiej całe prosto z natury. Zamiast kremu warto użyć np. olejku jojoba, zamiast balsamu masła kakaowego, a zamiast odżywki do włosów - oleju kokosowego. Testować, sprawdzać i odszukać najlepsze rozwiązanie dla siebie.

 

W pielęgnacji skóry bardzo ważne jest usuwanie martwego naskórka, czyli tak zwany peeling. Jest wiele naturalnych metod oczyszczania - ja, dzisiaj mam dla Was test glinek. Kalina-sklep udostępnił mi próbki czterech glinek - anapskiej, kambryjskiej, wałdajskiej oraz z Morza Martwego.

Poniżej przygotowałam Wam zestawienie opisujące wspomniane rodzaje.

Przyznam, że nie testowałam ich długotrwałego działania, więc trudno mi potwierdzić czy pomagają np. pozbyć się cellulitu, natomiast ich działanie jest widoczne natychmiastowo. Skóra staje się miękka, pory zmniejszone, cera rozświetlona i ewidentnie odżywiona. Na pierwszy rzut oka, wszystkie glinki mają podobne działanie, niemniej jednak moją ulubioną okazała się czarna glinka z Morza Martwego. Bardzo łatwo i równomiernie się rozprowadza, a do tego pięknie, orientalnie pachnie.

Glinki to skały osadowe, ziemie lub popioły wulkaniczne powstałe w procesie wietrzenia minerałów. Zawierają one jony ujemne, które przyciągają jony dodatnie zanieczyszczeń naszej skóry. W związku z tym magentycznym działaniem należy pamiętać, aby do rozrabiania kosmetyku z wodą nie używać metalowych mieszadeł. Pamiętajmy również o temperaturze samej wody, aby była letnia, najlepiej przegotowana i ostudzona. Podczas kontaktu glinki ze skórą powinna być ona lekko zwilżana, aby nie wyschła zupełnie. Zmywamy ją ciepłą wodą.

Najbardziej standardowe użycie glinek to oczyszczanie i pielęgnacja skóry twarzy, ale nadają się one do zabiegów na całe ciało, a także jako ciepłe okłady, odżywki do włosów, do zabiegów wyszczuplających, mycia zębów, a nawet stosowania wewnętrznie, chociaż jeszcze nie zgłębiłam tego tematu. Ja osobiście, poza detoksem twarzy, testowałam je jako peeling na skórę głowy i odżywka do włosów. Do tego celu użyłam glinki anapskiej. Jeśli chodzi o skórę głowy to uczucie naprawdę fantastyczne, przede wszystkim wyjątkowa świeżość. Natomiast jako odżywka było dużo gorzej - moje włosy są rozjaśniane oraz porowate i glinka bardzo je splątała i obkleiła. Miałam duży problem z jej usunięciem i nawet po długim spłukiwaniu włosy były nieprzyjemne w dotyku. Być może zrobiłam to w nieumiejętny sposób, albo źle dobrałam glinkę do potrzeb moich włosów. Proponuję, abyście jednak przetestowali to na sobie.

Podsumowując: naturalne oczyszczanie z zanieczyszczeń i toksyn sprawdzi się na pewno lepiej niż używanie kosmetyków peelingujących z drogerii, które pełne są szkodzącej nam i naszej skórze chemii. Najlepiej dobrać rodzaj glinki do rodzaju cery oraz względem Waszych potrzeb. Warto przetestować ją pod kątem różnych zastosowań - być może zaskoczy Was jej pozytywny wpływ nie tylko na skórę twarzy.