Menu główne

5 lipca wpisał się w kulinarne życie blogerów, jako dzień walki o podium. Otóż, po raz drugi najlepsi pasjonaci gotowania stanęli w szranki o świetne nagrody i zaszczytne miano BlogerChefa. W tym roku finał miał miejsce w ekskluzywnym hotelu Windsor Palace Hotel & Conference Center w Jachrance. Pięciu finalistów zmierzyło się ze sobą w dwóch konkurencjach - przygotowaniu dania zgłoszonego do konkursu oraz stworzeniu potraw, w których dominować miały tajemnicze składniki z czarnej skrzynki - suszona żurawina Bakalland i imbir marki Appetita. Kuchennym improwizacjom przyglądali się zaproszeni uczestnicy półfinałów, blogerzy, media oraz reprezentanci partnerów konkursu. Jury, jak zawsze próbowało i komentowało potrawy na bieżąco na oczach publiczności, więc w powietrzu wisiały spekulacje i domysły, kto tym razem zwycięży. Finaliści wykazali się naprawdę dużymi umiejętnościami, kreatywnością i wyczuciem smaków, co potwierdziły słowa uznania jurorów. Byłam pod wielkim wrażeniem kombinacji smaków, aranżacji potraw i profesjonalizmu! Same potrawy, chociaż zupełnie nie w moim stylu z powodu mięsa, robiły wrażenie. Od razu przyszło mi do głowy, że w BlogerChefie brakuje powiewu świeżego powietrza i wyjścia w kierunku zdrowej kuchni. Takiej, która pokazałaby, że wegetariańsko czy wegańsko nie znaczy nudnie i niesmacznie. Takiej, która odkryłaby przed szerszym gronem odbiorców wspaniałe produkty, które często są nieznane lub niedocenione, a swoimi właściwościami wpływają pozytywnie na nasze zdrowie. Nie mam pojęcia czy takie dania miałyby siłę przebicia, słysząc opinie jurorów, którzy kibicowali mięsnym zestawom. Jedna z uczestniczek - Karolina z Kuchnia Smakoszy, dała mi cień nadziei serwując kopytka z bobu, niestety jury oceniło, że to za mało na danie główne i powinna podać to z innymi składowymi. Oczywiście zgadzam się z tą opinią, ale ciekawi mnie, czy gdyby zastosowała się do sugestii komisji to jej danie otrzymałoby taki sam aplauz jak dania mięsne? Ok, ale to tylko moje preferencje i przemyślenia.

Pora na podsumowanie: Karolina z Kuchnia Smakoszy przygotowała kopytka z bobu z sosem miętowo-bazyliowym, Martyna ze Smakiem Pisany podała wątróbkę drobiową z wiśniami z puree ziemniaczano-jabłkowym oraz sosem czekoladowym, Joanna z Na4widelce zaserwowała comber jagnięcy z sosem figowym-porto z puree z groszku i pietruszki oraz sezonowymi warzywami, Ania z Czosnek w pomidorach usmażyła stek rib eye z sosem z wątróbek z czerwonymi porzeczkami, a Paweł z Kuchnia Słonia przyrządził wielkopolską perliczkę w zatarze. W wykorzystaniu żurawiny i imbiru wszyscy uczestnicy poszli w kierunku wołowiny. 

Zwycięzcą drugiego finału BlogerChef'a został Paweł Urbański. Otrzymał on marzenie każdego kucharza - robot kuchenny Kenwood Cooking Chef, a także wysokiej klasy pełnoklatkowy aparat fotograficzny - Sony Alfa 7, profesjonalny kurs fotografii, udział w szkoleniu kulinarnym marki Sokołów z Johnem Csukorem, doskonały sprzęt kuchenny marki Fiskars oraz wiele innych nagród o łącznej wartości wynoszącej ponad 20.000 zł. Pozostali finaliści również dostali cenne nagrody.  

Uwieńczeniem wieczoru była elegancka gala, podczas której poznaliśmy zwycięzcę oraz uroczysta kolacja. Po niej odbyły się dwa pokazy kulinarne, z których jeden był prawdziwą atrakcją, ale o tym w najbliższym czasie. Poniżej niemała galeria zdjęć, która mam nadzieję pozwoli Wam chociaż odrobinę poczuć emocje tego dnia!