Menu główne

Druga część przygód naszej ekipy, czyli o raju na ziemii,
kefalońskim urwaniu chmury, sztormie na promie
i spotkaniu z Michaelem Jacksonem.

 

Opowieści z Zakythos nie sposób zamknąć w jednym artykule, dlatego dzisiaj druga część moich wakacyjnych przygód i przyznam, że ten fragment był najbardziej emocjonujący. Trzeci dzień wakacji rozpoczęliśmy od wynajęcia auta i tym razem tylko we czwórkę, z moją siostrą i jej chłopakiem, ruszyliśmy na podbój wyspy. Postanowiliśmy zjechać część południowego wybrzeża, które słynie z najpiękniejszych plaż. Najpierw dotarliśmy do Gerakas, sławnego z lęgowisk żółwi Careta-Careta. Są one oznaczone specjalnymi osłonkami, a przed wejściem na plażę każdy turysta jest pouczany, gdzie chodzić nie powinien.

Drugim punktem, w którym koniecznie chcieliśmy się zatrzymać była plaża Dafni. Istnieją przynajmniej dwa dojazdy do tej plaży, ale my z naszym szczęściem trafiliśmy akurat na pełną emocji drogę. Pożyczonym autem, serpentynami nad przepaściami, drogą pokrytą piachem i żwirem... ufff... Za to miejsce swoim urokiem sprawiło, że szybko zapomnieliśmy o stresującym dojeździe. Mnie już więcej do szczęścia nie trzeba było. Cudowna plaża, darmowe leżaki i kolorowy hamak tylko dla mnie! 

I tak podróżowaliśmy sobie po okolicznych plażach, aż nastało popołudnie i postanowiliśmy wrócić do hotelu, przekąsić coś i nareszcie wybrać się na jakąś imprezę. W końcu auto otwarło nam drogę do nocnego życia. Co prawda mieliśmy świadomość, że nie zaszalejemy do białego rana, bo skoro świt, wstać mieliśmy na kolejną całodniową wycieczkę z ekipą Zante Magic Tours. Już w szóstkę (jednym autem) ruszyliśmy na podbój Argassi. Od razu intuicja podpowiedziała nam z Natalią, że pub o chlubnej nazwie Legend musi skrywać w sobie coś naprawdę odjechanego. Szczególnie, gdy przeczytałyśmy, że tonight live show mieć będzie... Michael Jackson! Kobieca intuicja się nie myli i bawiliśmy się naprawdę cudownie. Chłopak, który występował na żywo jako Micheal, był nie dość, że uderzająco podobny zewnętrznie do króla muzyki pop, to jeszcze jego głos brzmiał identycznie jak głos Jacksona. Chłopak miał w sobie tyle pasji, tajemnicy i talentu, że mieliśmy ciarki podczas całego występu.

Tej nocy nie pospaliśmy zbyt długo, gdyż skoro świt ruszyliśmy na wycieczkę na sąsiednią wyspę. Dosłownie, bo jadąc busem podziwialiśmy wschód słońca. Naszym przewodnikiem była Basia, która w fantastyczny sposób opowiadała o Kefalonii serwując nam anegdotki z życia mieszkańców wyspy, opowieści historyczne i starożytne, a także legendy. Kefalończycy uważani są za snobów. Oni natomiast mieszkańców Zakynthos uważają za wieśniaków i ponoć faktycznie nie bez powodu, gdyż potrafią oni być niezwykle wcibscy i bezpardonowi. Dodatkowo konflikt nasila się z powodu złej sławy mieszkańców Zante, którzy oszukiwali pobierając zasiłek dla niewidomych. Aż 700 osób zgłosiło się z zaświadczeniami o niepełnosprawności, a pomiędzy nimi również kierowcy i myśliwi. Jedna osoba mogła pobierać kilka zasiłków lub otrzymywać pomoc w imieniu zmarłych osób, a lekarze przyjmowali łapówki za fałszywe diagnozy. Również lokalni politycy zgadzali się na wypłacanie zasiłków, by zdobyć poparcie wyborców. Dzięki temu mówi się, że Zakynthos stała się symbolem powszechnej korupcji, która m.in. przyczyniła się do upadku finansowego kraju.

Kefalonia to największa z wysp Jońskich. Aby dostać się na nią musieliśmy spędzić na promie około półtorej godziny. Podczas tego rejsu próbowaliśmy się dobudzić pyszną frappe. Pogoda nam dopisywała, ale do czasu. Tego dnia deszcz miał nam dać się we znaki za wszystkie czasy. Na szczęście w nieszczęściu, był to jedyny dzień podczas naszych wakacji, kiedy padało. Niestety Kefalonia we mgle nie chciała pokazać nam swoich prawdziwych wdzięków. Podróż rozpoczęliśmy od zwiedzenia miejsca, w którym mieszkał niesamowity święty, którego szczątki ponoć setki lat po jego śmierci, nie rozłożyły się. Tessa pieszczotliwie nazwała go "świętą rodzynką". Następnie zwiedziliśmy jaskinię Drogarati pełną stalaktytów i salagmitów, w której testowaliśmy wyjątkowe warunki akustyczne, a Tess promowała muzykę góralską. Kolejnym punktem było podziemne jezioro Melissani, według jednej z legend miejsce spoczynku nimfy, która dokonała tu żywota z rozpaczy po doświadczeniu nieszczęśliwej miłości do bożka Pana. Na zakończenie dnia myśleliśmy już tylko, o zachwalanych przez Basię, robionych tradycyjnymi metodami lodach, z jednej z lokalnych cukierni. Z okien autobusu z niepokojem obserwowaliśmy totalne urwanie chmury. Ulicami płynęła deszczowa rzeka wdzierając się do sklepów i restauracji. Jak mieliśmy przedostać się do sławnej cukierni? Nie pozostało nic innego jak ściągnąć buty, podwinąć spodnie, na głowę zarzucić plażowy ręcznik i niejako "wpław" dostać się do celu! Wyobrażacie to sobie?

Na tym jednak nie koniec naszych przygód. Największe wyzwanie stanowić miał nasz powrót na Zante. Najpierw straszono nas, że z powodu złych warunków atmosferycznych, prom może wogóle nie popłynąć. Potem, gdy okazało się, że jednak wracamy, czekał nas rejs życia - pośród szalejących fal morskich i w klimacie grozy. Burza na morzu jest przerażająca, kiedy widzisz, jak jeszcze kilka godzin wcześniej, flegmatycznie płynący wielki prom, nagle staje się dla żywiołu niczym mała łódeczka, rzucana z fali na falę. Kiedy w końcu dopłynęliśmy do celu byliśmy potwornie zmęczeni. No cóż, przed wyjazdem wymarzyłam sobie wakacje z przygodami, więc czasami uważajcie o czym marzycie ;)

Następnego dnia spędzaliśmy leniwie czas na plażowaniu. To miał być ostatni dzień w pełnym składzie. Natalia i Tomek wracali do domu. Już tylko my i nasza wietrzna tego dnia Banana Beach i czas na odpoczynek, rozmowy, żarty, tajski masaż oraz wspólne zdjęcia.

Jeśli podobały Wam się nasze greckie eskapady, to już wkrótce ostatnia część Ekipy z Zante Shore.