Menu główne

Nasze greckie wakacje to tydzień szalonych przygód i świetnej zabawy,
a Zakynthos to cudowne miejsce na relaks.

Przed Wami pierwsza z trzech części subiektywnego przewodnika
po tej wyspie.

Tegoroczne wakacje były naprawdę szczególne... Po pierwsze były połączone z naszą podróżą poślubną. Po drugie udało nam się wybrać na bajeczny Zakynthos. Po trzecie towarzyszyła nam wspaniała ekipa! Ja i mój B. mieliśmy bowiem wyborowe towarzystwo - moją siostrę Nati z jej chłopakiem Tomkiem, oraz moją przyjaciółkę Tess z jej mężem Andrew. Nasza szóstka naprawdę dawała czadu, a przygód nie było końca.

Zaczęło się już na początku podróży. Natasza i Tomek już od trzech dni smażyli się na boskiej plaży, kiedy nasza czwórka miała do nich dołączyć. W środku nocy kwitniemy na lotnisku, głodni, senni i okazuje się, że nasz samolot ma godzinę opóźnienia. Do tego na dworze szaleje deszcz, a my czekamy z utęsknieniem na piękną, grecką pogodę. Humor odrobinę poprawiło nam ciasto od teściowej - ukochany drożdżowiec z kakao. Kiedy w końcu przedzieramy się do samolotu poprzez ulewę, okazuje się, że to jeszcze nie koniec czekania - kolejna godzina zanim nam się uda wylecieć. Lot nie należy do najprzyjemniejszych - turbulencje, wiatr, zniecierpliwienie. Ale to nic! Już niedługo i będziemy na miejscu. Sporo spóźnieni docieramy na miejsce do Hotelu Arion Renaissance w Vassilikos. Jeszcze parę godzin czekania zanim posprzątają nasze pokoje, ale mamy to gdzieś! Zostawiamy bagaże u mojej siostry i lecimy coś zjeść! I to okazuje się wcale nie takie proste. Grecy żyją na luzie, nie stresują się zbytnio, na wszystko mają czas, a biznesy prowadzą, gdy mają ochotę. Dla nich to już końcówka sezonu, więc większość tawern jest pozamykana. Te, które są otwarte, w sporej części prowadzą osoby, które nie mówią po angielsku. Tu na Vasilikowskiej wsi. W mieście jest nieco lepiej, albo coś tam tworzą mieszanką języków, albo znają dość dobrze kilka przydatnych zwrotów po Polsku. Potrafią na pewno zachwalać swój towar. Niemałe zaskoczenie spowodował w nas sprzedawca lokalnych produktów polecając "miódy", które miał "taniej niż w Biedronce", a wartość swoich dóbr podkreślał mówiąc "Bardzo, k*** dobre!" Ale wracając do tematu. Próbujemy coś zjeść i w końcu trafiamy do cudnej, rodzinnej tawerny blisko naszego hotelu. Odtąd będziemy tam stałymi bywalcami podczas naszego pobytu na wyspie. "Kalimera!" to piękne powitanie urzekło nas swoim brzmieniem i pozytywną energią.

Powstaje od razu pytanie - gdzie warto zatrzymać się podczas pobytu na Zakynthos? Dylemat jest spory, bo albo wybieramy wioskę typu Vassilikos, gdzie trudno będzie się rozerwać wieczorem, czy wyjść na drinka, ale za to najpiękniejsze plaże mamy na wyciągnięcie ręki, albo wybieramy miasto i życie nocne jest dla nas oraz niezliczona ilość sklepów, ale plaży nie ma. Chyba, że za plażę uznać trzymetrowy pas kamyczków obok ulicy. My wybraliśmy tą pierwszą wersję i chociaż na początku troszkę podłamał nas brak atrakcji, szybko doszliśmy do wniosku, że należy wynająć auto i mieć takie problemy z głowy - pod warunkiem, że ktoś zgodzi się być etatowym kierowcą i na imprezie nie pić. Po drodze rozważaliśmy inną możliwość dostania się do miasta, czyli autobus, ale to jest trudna sprawa. Po pierwsze jeździ on dwa razy dziennie, a po drugie nie bardzo wiadomo, o której. Niby jest rozkład jazdy, ale jak się okazało, można go interpretować różnorako - godzina podana na rozkładzie, może być równie dobrze czasem, o którym autobus wyjeżdża z miejsca bazowego. Ot taki grecki chaos!

Kiedy już udało nam się coś zjeść, udaliśmy się na oględziny naszej plaży. Nasz hotel mieścił się tuż obok pięknej Banana Beach. Postanowiliśmy trochę poplażować w oczekiwaniu na nasze pokoje. Dookoła turystów nieustannie krążą sprzedawcy przeróżnych bzdetów, a także podróbek za kilka euro. Najczęściej są to czarnoskórzy handlarze z Afryki. Mieliśmy nie lada ubaw, gdy jeden z nich chcąc usilnie coś nam opchnąć, a natrafiając na nasz opór, powiedział "Poland no money". To stało się naszym hasłem wakacji!

Po nadmorskim relaksie wróciliśmy do hotelu i dostaliśmy nasze pokoje. Potem już tylko dobra kolacja i relaks z lokalnym winem. Niestety pisząc dobra kolacja zaznaczam, że to był sporadyczny wyjątek, bowiem jedzenie w hotelu pozostawia naprawdę wiele do życzenia. I nie mam tu na myśli swoich wymagań odnośnie zdrowej żywności, gdyż zdawałam sobie sprawę, że będę musiała o tym na czas wakacji zapomnieć. Niestety, wyżywienie hotelowe to najczęściej szukanie możliwości na cokolwiek zjadliwego. Z wiadomości jakie do mnie dotarły to nie kwestia naszego hotelu, tylko takiej hotelowej mentalności, że składniki trzeba wykorzystać dopóki się da, przerabiając je każdego dnia na kolejne danie.
Nieistotne czy masz HB czy All i nie ważne ilu gwiazdkowy jest hotel (no być może te super ekskluzywne podają dania z karty i wtedy można faktycznie dobrze zjeść). Na szczęście są rodzinne tawerny i w nich można zasmakować czegoś lokalnego i świeżego.

Ok, a teraz kilka przydatnych informacji o wyspie. Zakynthos to wyspa na Morzu Jońskim w archipelagu Wysp Jońskich. Jej powierzchnia to ok.405 km2. Na wyspie mieszka ok.40000 mieszkańców. Ich domeną jest rybołóstwo, uprawa winorośli, drzewek oliwnych i owocowych oraz turystyka.

Symbolem Zakythos jest żółw Careta-Careta, który na południowych plażach wyspy składa swoje jaja i jest pod ochroną. Panuje tu klimat subtropikalny i bardzo odczuwalna wysoka wilgotność powietrza. Jeśli interesują Was ceny to oczywiście kupujemy wszystko w Euro. W tawernie obiad dla dwóch osób to koszt około 20-30 euro. Najbardziej popoularne dania to Tzatziki (ok.3 euro), moussaka - zapiekanka z mięsem mielonym i bakłażanami (ok.8 euro), pastisio - zapiekanka makaronowa z mięsem mielonym (ok. 8 euro), stiffado - gulasz wołowy (ok. 8 euro), gemista - nadziewane papryki i pomidory (ok. 5 euro), souvlaki - szaszłyki (ok. 3 euro za szt), lokalne ryby (ok. 10 euro), owoce morza (ok. 9 euro). W pubie napijemy się piwa za około 2 euro, a drinka za 3-4 euro. Sympatyczni Grecy bardzo często po obiedzie częstują klientów świeżymi owocami lub lokalnymi trunkami w podziękowaniu za skorzystanie z ich usług. Co więcej, wszędzie ubikacje i parkingi są darmowe, ponieważ mieszkańcy uważają, że zawsze jesteśmy ich potencjalnymi klientami i nawet jeśli dziś nie skorzystaliśmy z ich usług, być może przyjdziemy następnym razem. Jakie to odmienne od naszego kraju, gdzie zarobku szuka się wszędzie. Ostatnio będąc w Bieszczadach spotkałam się nawet z płatnością za brudnego toi-toi'a.

Drugi dzień na wyspie mieliśmy zaplanowany od rana do wieczora, dzięki wycieczce z Zante Magic Tours. Polecamy Wam gorąco tą polską ekipę, ponieważ potrafią pokazać Zakynthos w niebanalny sposób. Mamy cudowne wspomnienia i nadal uśmiechamy się na wspomnienie wycieczki, podczas której nie przestawaliśmy się śmiać i dobrze bawić! Na Mix Północ ruszyliśmy z przewodnikiem Tomkiem, który od razu zdobył nasze serce. Naszym kierowcą był groźnie wyglądający, ale niezmiernie sympatyczny Cosmas, który prowadził wycieczkowy bus tak, że serca nam stawały z przerażenia. Niemniej jednak to jeden z najlepszych kierowców na wyspie, jedynie warunki jazdy są takie, że bardzo często masz wrażenie, że przód autobusu na zakręcie wisi nad przepaścią. A przepaści i zakrętów jest cała masa! Polska nazwa Zakynthos to Zakrętos ;)

Dzień zaczęliśmy od zbiórki. Bus zabrał nas do Argassi gdzie przesiadaliśmy się do dużego autobusu. W Argassi zagadaliśmy Polaków, którzy również czekali na transport i tak poznaliśmy Marcina i Darię, z którymi również po wycieczce mieliśmy kontakt na wyspie. Serdecznie ich pozdrawiamy! Naszym Zante przewodnikiem okazał się Tomek, o którym już wcześniej wspomniałam. Przez całą podróż opowiadał nam ciekawe anegdotki i rozśmieszał nas. Pierwszy przystanek - winiarnia, zwiedzanie i degustacja win. Tak na początek wycieczki dla rozluźnienia atmosfery ;)

Pierwsze zakupy zrobione, wino skosztowane, a do tego pyszny chlebek z lokalną oliwą z oliwek. Ruszamy dalej podziwiać piękne widoki, robić zdjęcia, chłonąć grecki klimat, odpoczywać i zachwycać się. Kolejny przystanek pod Monastyrem Najświętszej Dziewicy z Anafonitrii, który jest jednym z nielicznych miejsc zachowanych w niemal nietkniętym stanie po trzęsieniu ziemi z roku 1953, które dotkliwie odbiło się na mieszkańcach wyspy. To tutaj patron wyspy, Św. Dionizos spędził 40 lat swojego życia.

Pora na pierwszą morską podróż. Powiem Wam, że na długi czas będziemy mieć wyczerpany limit morskich wojaży, dzięki zakyntoskim wakacjom. A czemu przebrzmiewa w tym nutka przerażenia opowiem Wam w kolejnych artykułach. W każdym razie na wyprawie Mix Północ pruliśmy fale bez urazy, a z wielką radością.

Dokąd płyniemy? Jedno z najbardziej znanych miejsc na wyspie - zatoka Wraku. Krążą legendy o tym zakątku. W jakim kierunku by te opowieści nie zmierzały - sławny wrak przemycał papierosy. Czy "Panagiotis" został porzucony w ucieczce przed stażą graniczną, czy sztorm rzucił go w kierunku skał w zatoce, czy został tam umieszczony celowo, aby stał się atrakcją turystyczną? Nie wiadomo. Podobno papierosy z porzuconego statku zostały zrabowane przez mieszkańców Zakynthos i przez 4 lata nikt na wyspie nie sprzedał żadnej legalnej paczki papierosów.

Odpływamy już z Zatoki Wraku i udajemy się na małą przerwę obiadową. Widzicie to cudowne menu przetłumaczone na język polski? Podobno najlepsze tawerny rozpoznaje się po tym, że mają rodzinne zdjęcia w widocznym miejscu. Ta, w której jedliśmy miała również kalendarz z Suwałk. Po obiedzie pora na smakołyki. Zatrzymujemy się na degustację lokalnych przekąsek - pysznego wina, oliwy, chałwy, tutejszych słodyczy i wybornego miodu tymiankowego.

Byliśmy na Navagio Beach, ale nie ma jak zobaczyć ten widok ze wzgórza. To następny punkt naszej wycieczki. Robi wrażenie!

Przed nami jeszcze jeden rejs. Poznajemy wspaniałą parę, która zabiera nas na swoją łódkę. Motorówka mknie tak szybko po falach, że piszczymy z powodu bryzgającej na nas zimnej wody. Siedziałyśmy z dziewczynami z przodu i wróciłyśmy całe mokre. Śmiechom nie ma końca. Gdzie byliśmy? Zobaczyć przepiękne Błękitne Groty, w których woda jest tak niebieskia, że kładzie się na skałach błękitnym blaskiem. Nasz grecki przewodźnik rozbawia nas swoim polskim. Mówi do nas: "Dzień dobry! Uwaga na ręcę! Uwaga na głowę! Uwaga fala! Jaskinia, latarnia morska, jak się masz! That's all I know in Polish". Pyta czy potrafimy powiedzieć coś po grecku i ja dzięki informacjom od Tomka mogę zabłysnąć "Ja Panda Sagapo", czyli "Kocham Cię na zawsze". Grek się śmieje, a my uspakajamy jego dziewczynę przewoźniczkę, że wyznanie nie było kierowane do jej chłopaka. Po takiej podróży pora na prawdziwe SPA! Jedna z plaż o nazwie Xigia, słynie z podwodnych źródeł siarkowych. Zapach pozostawia tu wiele do życzenia, ale właściwości tej wody są nieocenione. Przedziwne uczucie zanurzyć się w wodzie, która ma dwie różne temperatury, ponieważ woda morska miesza się z siarkową. Po upiększającej kąpieli pora na babską sesję zdjęciową.

Ufff... na dzisiaj to tyle greckich opowieści. W kolejnych postach dowiecie się dlaczego mamy dość już morskich podróży, jak powitała nas Kefalonia w deszczu, która plaża rozkochała nas w sobie najbardziej oraz o naszym spotkaniu z Lady Gagą. Kalinichta!