Menu główne

Wystawa twórczości genialnego artysty dotarła do Krakowa.
Warto zanurzyć się w ten przedziwny, a momentami przerażający,
świat wizji Kubricka.

 

Na wystawę Kubricka w Krakowie wybierałam się od jej otwarcia, czyli od maja. Oczywiście nadmiar zajęć sprawił, że dotarłam na nią na trzy dni przed zamknięciem. Miałam ambitne plany, aby nie wyjść na ignorantkę i zdążyć zapoznać się z jeszcze kilkoma jego filmami, poza "Lśnieniem" i "Lolitą". Niestety nie zdążyłam i miałam z tego powodu pewien niedosyt. Wiem, po prostu wstyd nie znać twórczości takiego klasyka. Gdzieś zawsze było mi bliżej do von Triera niż do Kubricka. Niemniej jednak wystawa rozbudziła we mnie na nowo chęć uzupełnienia braków. Szczególnie, że mamy ze sobą coś wspólnego - miłość do fotografii. Trochę poniosło mnie w ilości zdjęć, więc osoby, które nie dotarły na wystawę będą miały okazję co nieco podejrzeć. Niestety fotosy tylko z telefonu, bo pomyślałam, zresztą jak się okazało zupełnie niesłusznie, że do muzeum nie będzie można wejść z aparatem.

Wystawa miała miejsce w Muzeum Narodowym w Krakowie i trwała od 4.05 do 14.09. Niezwykle sprytnie skontruowana i z każdym pomieszczeniem wciągająca coraz bardziej. Zdjęcia, plakaty, akcesoria, sprzęt, filmy, multimedia, wizualizacje i muzyka. Do tego bogaty program wydarzeń towarzyszących m.in. wykłady, warsztaty filmowe, projekcje, pokazy i prezentacje tematyczne. Całość wystawy podzielona na trasy tematyczne. Już przed wejściem nasze zmysły zostają pobudzone.

 

Pierwsza sala prezentuje początki twórczości Stanleya Kubricka, który zaczynał jako fotograf, a jego kariera nabrała rozpędu, dzięki fotografii smutnego kioskarza. Został dzięki niej dostrzeżony przez redaktora magazynu "Look". W tej części możemy zobaczyć aparat Graflex, który był jego narzędziem pracy, jako etatowego fotografika oraz liczne publikacje zdjęciowe.

Od tej pory zaczynamy zwiedzanie jednej z trzech ścieżek wystawy - szlaku wojny. Obejrzeć możemy scenariusz i listy związane z debiutem fabularnym Kubricka "Strach i pożądanie". Z każdym krokiem coraz mocniej wchodzimy w kino wojenne - "Dr Strangelove", "Full Metal Jacket", "Ścieżki chwały", "Aryjskie papiery", "Spartakus", "Napoleon" oraz "Barry Lyndon". Dostajemy masę bodźców w postaci kostiumów, akcesoriów filmowych, planów zdjęciowych, plakatów, zdjęć backstagowych, notatek, a nawet kosztorysów.

Ścieżka druga wyznacza trasę technologii. Tutaj nie lada gratka w aspekcie realizacji filmów. Niezwykłe urządzenia, nieprawdopodne rozwiązania, kosmiczne (dosłownie) obiektywy, kamery, maszyny operatorskie i montażowe, systemy travellingu i steadycamy, mechanizmy luster i slajdów. Wielkie wrażenie na mnie, jako na fotografie, wzbudził obiektyw o świetle 0,7! Nie każdy może poszczycić się technologiami wykorzystywanymi przez NASA we własnej, artystycznej pracy. W tej części ekspozycji zainstalowano specjalne kapsuły projekcyjne oraz małe sale filmowe.

Do technologicznych osiągnięć wpisuje się idealnie "Odyseja kosmiczna".

Na zakończenie najbardziej oczekiwany szlak nazwany "meandrami szaleństwa" i tu najsławniejsze produkcje Kubricka. W każdej z sal poświęconych poszczególnemu filmowi cała gama atrakcji m.in. maszyna do slajdów, w ktorej przez szkło powiększające można zobaczyć fotosy z filmu "Lolita", wyzywające rzeźby z filmu "Mechaniczna pomarańcza", maszyna do pisania Jacka Torrence'a oraz sukienki makabrycznych bliźniaczek z "Lśnienia", czy maski z "Oczy szeroko zamknięte". Niezwykły klimat nadaje unosząca się w powietrzu i otulająca zwiedzających muzyka filmowa.




Na koniec zwieńczenie twórczości Kubricka - nagrody filmowe, a pomiędzy nimi Oscar za efekty specjalne do filmu "2001. Odyseja kosmiczna". Niestety mistrz reżyserii filmowej nigdy nie otrzymał żadnego Oscara w tej kategorii.

Podsumowując - kto nie był niech żałuje, a ja zostawiam Was z muzyką, która najlepiej oddaje niesamowity klimat wystawy - utworem z filmu "Oczy szeroko zamknięte". Mam nadzieję, że udało mi się chociaż odrobinę zarazić Was tymi doznaniami, jakie zaserwowali zwiedzającym organizatorzy wystawy.