Menu główne

Chciałabym podzielić się z Wami wrażeniami po przeczytaniu książki Julii Alvarez "Czas motyli" i polecić ją każdemu kto ma ochotę przenieść się na słoneczną Dominikanę. Wycieczka ta jednak nie będzie relaksem pod palmą, a podróżą na wyspę terroru i krwawej dyktatury Rafaela Trujillo. W książce obserwujemy piękny kraj i jego kulturę oczyma czterech sióstr Mirabal - wyjątkowych kobiet. Trzy z nich nie zważając na niebezpieczeństwo, poświęcając rodzinne życie, zaangażowały się w rewolucyjną walkę o wolność i zapłaciły za to życiem brutalnie zamordowane na rozkaz straszliwego przywódcy. Stały się jednak dla narodu bohaterkami i symbolem walki o prawdę. Patria Mercedes, Minerva Argentina oraz Antonia Maria Teresa nazwane zostały "Motylami" - "Las Mariposas". Śmierć Motyli, nie przyniósła Trujillo spokoju, a wręcz wywołała wściekłość mieszkańców i sześć miesięcy później dyktator został zamordowany w wyniku zamachu. Działania opozycji i walczących w niej sióstr nie poszły na marne. Dzień śmierci superbohaterek - 25 listopada - został oficjalnie uznany za międzynarodowy dzień walki z przemocą wobec kobiet. 

"Czas motyli" to przede wszystkim piękna historia, która pokazuje kobiecą odwagę i niezłomność, ale także wyjątkowe więzy rodzinne oparte na przyjaźni, miłości i oddaniu. Narracja podzielona pomiędzy cztery siostry sprawia, że podążamy za historią obserwując ją ciągle z innej strony. Czujemy różnorodność emocji poprzez różne charaktery, zachowania i poglądy bohaterek. Z jednej strony wprowadza to odrobinę chaosu, z drugiej daje pełniejszy obraz. Na końcu odczuwa się jednak, że ten chaos był wskazany, po to by jeszcze bardziej podkreślić poruszającą moc tej historii. 

Po przeczytaniu książki z napięciem obejrzałam film. Byłam ciekawa, czy jak to często się zdarza, rozczaruje mnie on i stwierdzę jak zawsze, że nie dorównuje powieści w żaden sposób. Okazało się, że nie mam, aż tak ostrych słów krytyki. Oczywiście, siłą rzeczy, film obcina treść do niezbędnego minimum i kilka wątków zostało nieco zmienionych, ale klimat opowieści pozostał. Zapewne, między innymi, dzięki świetnej roli Salmy Hayek, która wcieliła się w największą wojowniczkę - Minervę. Film jest pokazany przez pryzmat jej doświadczeń i przeżyć, nie jak w książce, gdzie uwaga dzieli się pomiędzy wszystkie siostry, nawet Dede, która nie brała aktywnie udziału w rewolucji, ale przyszło jej żyć w cieniu śmierci sióstr i nie wypowiedzianych wyrzutów sumienia.

Dla mnie to była ciekawa lekcja historii innego kraju pokazana w bardzo wrażliwy, kobiecy sposób. Polecam!