Menu główne

Dzień z życia kota. Jak to jest być kocią gwiazdą?
(Post z przymrużeniem oka...)

 

W życiu kota nie ma łatwo... Niby żyję sobie, jak królowa i niczego mi nie brakuje, ale obcowanie z ludźmi bywa skomplikowane. Oni zawsze mają jakieś przedziwne pomysły, serio! No i ten mój koci urok osobisty, który sprawia, że wszyscy szaleją na moim punkcie. Ta sława bywa męcząca! 

Ostatnio moja mama wymyśliła nam wyprawę, do pewnej długowłosej cioci z dziwnym urządzeniem. No naprawdę! Moja mama świrowała na tą wizytę chyba ze dwa tygodnie. Pakowała coś ciągle i nawijała mi, że muszę się postarać, bo będę pozowała razem z nią. Co??? Przez to całe pozowanie nie była ze mną u fryzjera i moja piękna sierść urosła do niebotycznej długości. Przez to miałam dwa razy więcej roboty z jej czyszczeniem, a to nie było łatwe, bo kłaczki z szyi wchodziły mi do pyszczka. Na dodatek mama przyszykowała jakieś małe, śmieszne pudełko i powiedziała, że to będzie moja kuweta i że mam absolutnie tylko w nim się załatwiać, bo tej cioci by się nie spodobało, gdybym zrobiła to gdzie indziej. Phi! To ona nie ma normalnej kociej ubikacji? No dobra, był jeden plus z tej całej wyprawy. Mama nabrała olbrzymie ilości mojej ukochanej przekąski, tylko zostawiła ją w kuchni u tej cioci i musiałam sama sobie po nią iść. No bo ona wogóle nie słuchała, taka była zaaferowana stosem szmatek, które ciągle przerzucały.  Nie mówiłam, że ludzie są dziwni?
 


Potem przyszedł czas na to pozowanie. Ależ to męczące! Wszyscy ciągle tylko krzyczeli moje imię i kazali się patrzeć na to  dziwne urządzenie. No dobra, chwilę popatrzyłam, ale ile można. W końcu to nie kiełbasa! 


Trochę znudzona tą robotą postanowiłam pozwiedzać nowe tereny. Fajnie, nie powiem. Dużo różnych zakamarków i nieznanych mi zabawek. Mama to nawet zaczęła mi podrzucać taką śmieszną firanką. Świetna zabawa! 


Kiedy już zmęczyłam się tymi harcami postanowiłam odpocząć, a widziałam, że mama siedzi na takim genialnym krześle i jest jej bardzo wygodnie! Na szczęście poszła znowu się przebierać (po co?), więc czym prędzej postanowiłam sprawdzić, czy jest na nim faktycznie tak fajnie. Powiem Wam, bardzo! Od razu opadły mi powieki...


Nie spodziewałam się jednak jednego... Jak tylko mnie ludzie zobaczyły na tym krześle to napiszczały, że tak słodko, że coś tam. Nie wiem co słodko, bo żadnej czekolady nie przyniosły, za to przybiegły z jakąś różową wstążeczką z kwiatem i zaczęły mi to zakładać na szyję. O matko, jaka siara!


I znowu się produkowały, żebym gdzieś tam patrzyła się przed siebie. Zastanawiałam się czy matka dobrze się czuje? Powiedziały mi jednak, że będę gwiazdą internetu i że zrobią mi sesję frezjową, bo ja jestem kotką glamour. No dobra... Się jest faktycznie piękną, że aż oczy bolą, to można się pokazać światu. Może będę jak ta kotka Lagerfelda, zarobię miliony i będę miała własne pokojówki, ipada, konto na twitterze, odrzutowiec i swoją książkę?

 

 

Koniec końców bycie sławnym jest baaaardzo męczące...Dobranoc! A Was zapraszam na klip z sesji.